Jakie rady dałbym młodszemu sobie?
Gdyby ktoś dał mi możliwość odbycia krótkiej rozmowy z sobą sprzed dziesięciu lat, pewnie na początku nie wiedziałbym, co powiedzieć. Bo co mógłbym powiedzieć młodszemu sobie, który był już na drodze do realizacji swoich marzeń – pełen nadziei, ale i wątpliwości?
Zwolnij – życie to nie wyścig
Dziesięć lat temu wierzyłem, że sukces jest czymś, co trzeba gonić bez wytchnienia. Myślałem, że jeśli tylko będę wystarczająco pracowity, ambitny i odporny, wszystko przyjdzie szybko i bez przeszkód. Dziś wiem, że życie ma inny plan. Że czasem mimo największego wysiłku rzeczy nie układają się tak, jak tego oczekujemy. I to jest w porządku. Każda porażka, każdy błąd, każde zwątpienie były częścią mojej drogi – częścią, bez której nie byłbym tym, kim jestem teraz.
Nie bój się zmian
Zawsze sądziłem, że raz wyznaczona ścieżka powinna być tą właściwą. Że jeśli z czegoś zrezygnuję, to oznacza porażkę. Dziś wiem, że to nieprawda. Że życie czasem wymaga od nas odwagi, by skręcić w inną stronę, zostawić coś za sobą i zacząć od nowa. Gdybym wiedział to wcześniej, oszczędziłbym sobie wielu nieprzespanych nocy pełnych wątpliwości.
Doceniaj drogę, nie tylko cel
Przez lata myślałem, że osiągnięcie marzenia to moment, w którym wreszcie będę szczęśliwy. Że dopiero gdy coś „osiągnę”, będę mógł naprawdę odetchnąć z ulgą. Dziś wiem, że szczęście nie czeka na końcu drogi – ono jest w każdym kroku, który robimy. Jest w pierwszym sukcesie, ale też w pierwszym błędzie, który czegoś nas nauczył. Jest w chwilach zwątpienia i w momentach, gdy musimy zacząć od nowa.
Odkrywanie pasji – historia mojego saksofonu

Nigdy bym nie pomyślał, że nauczę się grać na saksofonie. Jeszcze kilka lat temu, gdyby ktoś powiedział mi, że pewnego dnia będę potrafił wydobywać dźwięki z tego instrumentu, uznałbym to za nierealne. Muzyka była dla mnie czymś odległym, czymś, co podziwiałem u innych, ale nigdy nie wierzyłem, że sam mogę stać się jej częścią.
Jak niemożliwe stało się rzeczywistością
Pamiętam ten pierwszy raz, kiedy trzymałem w rękach saksofon – instrument, który wydawał mi się skomplikowany, niemal mistyczny. Pierwsze próby? Katastrofa. Dźwięki, które wydobywałem, brzmiały bardziej jak walka niż muzyka. Ale zamiast się poddać, wracałem do niego dzień po dniu, aż w końcu coś się zmieniło. A potem stało się coś jeszcze bardziej niezwykłego – zacząłem kochać tę podróż.
Cierpliwość i wytrwałość zamiast talentu
To nauczyło mnie jednej z najważniejszych lekcji w życiu: czasem rzeczy, które wydają się nam niemożliwe, stają się naszymi największymi pasjami – jeśli tylko damy im szansę. Nie chodzi o talent. Chodzi o cierpliwość, wytrwałość i otwartość na rzeczy, które wydają się poza naszym zasięgiem.
Być dla siebie łagodnym – najważniejsza lekcja
Za często byłem dla siebie surowy. Krytykowałem się za błędy, porównywałem z innymi, czułem, że nigdy nie robię wystarczająco dużo. Dziś wiem, że każdy z nas idzie własną drogą, w swoim tempie. I że czasem trzeba sobie odpuścić – nie rezygnować z marzeń, ale pozwolić sobie na chwilę odpoczynku, na bycie człowiekiem, a nie tylko kimś, kto „musi” coś osiągnąć.
Podsumowanie – co wynika z tej rozmowy?
Czy młodszy ja posłuchałby tych słów? Może nie. Może uśmiechnąłby się tylko lekko i powiedział: „Wiem lepiej”. Ale to jest właśnie piękne w życiu – że uczymy się wszystkiego na własnej skórze, w swoim czasie.
Więcej inspiracji znajdziesz w mojej książce „Podróż do marzeń – Przekuj aspiracje w osiągnięcia”